To było już 3 lata temu, a emocje są żywe jakby to było wczoraj…

Dzień narodzin własnego dziecka pozostaje w pamięci do końca życia. I tak co roku już dzień przed urodzinami każdej z córek wspominam o której zaczęły się pierwsze skurcze, co wtedy czułam, jak przebiegał poród, bo jednak każda z tych trzech historii była zupełnie inna. A ciąża, poród i pierwszy rok życia Zosi, był zapewne najtrudniejszy, okupiony największym strachem i lękiem. 27.01.2015… minęły już 3 lata od tej daty i wydawało mi się, że wszystko mam już poukładane, przepracowane, jednak w tym roku ten olbrzymi ładunek emocjonalny, który się wówczas we mnie zebrał wrócił do mnie ze zdwojoną siłą, a punkt zapalny – dla kogoś kto tego nie przeżył – mógłby być zupełnie błahy i nieprzewidywalny. Dzień przed 3 urodzinami Zosi w faktach, jednym z poruszanych tematów były narodziny wcześniaka ważącego zaledwie 400g! Co więcej udało się go uratować i na dniach wychodzi do domu! Ale nawet nie to wzbudziło we mnie największe emocje…nie zdawałam sobie sprawy, ze z pozoru nieistotne dźwięki mogą poruszyć taką lawinę emocji. A były to dźwięki aparatury na OIOM-ie.

Charakterystyczne pikanie, a do tego widok wcześniaków w inkubatorach spowodowały natychmiastową lawinę łez. Nie sposób opisać mi emocji, które w tym momencie się we mnie zrodziły. Nawet ten wpis miał się ukazać w dniu urodzin Zosi, jednak ze względu na ogrom emocji potrzebowałam na to wszystko czasu. Nie wiem, możne do 18tych urodzin uda mi się to wszystko poukładać 😉 Z jednej strony łzy leciały mi ponieważ powróciły wszystkie wspomnienia, niepewność, przypomniały mi się okropne diagnozy i przewidywania lekarzy – że leżała 3 tygodnie bez wód płodowych, że ma wylewy do komorowe, że płuca jeszcze nie wykształcone, że antybiotyki potrzebne itd, itd. Z drugiej, poczułam wielką ulgę, że mimo takich czarnych chmur, dzięki naszej ciężkiej pracy dziś Zosia nie odbiega zupełnie od swoich rówieśników, ma swoje problemy, ale dajemy radę i brniemy do przodu.

Wiem, że dzięki swojej przebojowości i pogodzie ducha, a także wsparciu swojej rodziny i szczególnie motywujących swoich starszych sióstr w przyszłości Zosia może podbić świat! I żadne wcześniactwo jej w tym nie przeszkodzi…

Może Zosia kiedyś przeczyta ten post, dlatego z tego miejsca chcę napisać coś co jej powtarzałam wielokrotnie odkąd pojawiła się w moim brzuchu, ale może za parę lat nie będzie tego pamiętać:

Zosiu, jesteś moim szczęściem i jestem z Ciebie i chcę, żebyś wiedziała jesteś naszą małą wojowniczką, dla której nie ma rzeczy niemożliwych!

4 komentarze
  • Magdalena
    Opublikowane 16:27h, 04 lutego Odpowiedz

    Ale ten czas szybko leci! Wszystkiego najlepszego!

  • Marta
    Opublikowane 09:53h, 05 lutego Odpowiedz

    Wszystkiego najlepszego! Wspaniałych i cudownych chwil 🙂

Pozostaw komentarz