Szkoła rodzenia i położna – czy warto?

Takie pytanie zadaje sobie pewnie każda kobieta w ciąży – szczególnie ta, która spodziewa się pierwszego dziecka. Moim zdaniem warto jest skorzystać zarówno ze szkoły rodzenia i jeżeli nasze możliwości finansowe na to pozwalają to również z indywidualnej opieki położnej. Co prawda z perspektywy czasu stwierdzam, że na szkole rodzenia (mimo moich oczekiwań) nie nauczyłam się prawie nic, to jednak samo uczestniczenie w zajęciach pozwala oswoić się z tym co nas czeka i daje możliwość zadania pytania osobie kompetentnej. Dodatkowo dla mnie uspokajającym było poznanie innych mam w podobnie zaawansowanej ciąży i dowiedzenie się, że trapią je te same dolegliwości, mają podobne wątpliwości. Kolejną niezmiernie ważną moim zdaniem kwestią jest uczestniczenie w zajęciach osoby, która będzie nam towarzyszyć przy porodzie, niezależnie od tego czy będzie to mąż, chłopak, mama, siostra, przyjaciółka, czy jeszcze zupełnie inna osoba. Te zajęcia pomagają również tej drugiej osobie oswoić się z sytuacją i wiedzieć, czego się spodziewać i wiedzieć w jaki sposób mogą próbować nam pomóc.

Jeżeli chodzi o indywidualną opiekę położnej to uważam, że były to najlepiej wydane pieniądze podczas całej ciąży. Mimo iż mam koleżanki, które z takiej opieki nie korzystały i urodziły 😉 Są osoby, które twierdzą, że położna jest potrzebna tylko w III fazie porodu, a wtedy tak czy inaczej musi być, więc nie ma co płacić.

Dla mnie jednak, taka opieka okazała się być zbawienna ze względów psychicznych. Będąc na sali porodowej, mimo iż towarzyszył mi mój mąż (bez którego pomocy mam wrażenie, że bym w ogóle nie urodziła i w tym miejscu bardzo dziękuję mu raz jeszcze za jego pomoc i obecność), to kiedy położna na chwilę opuściła salę poczułam jakiś wszechogarniający lęk. Mimo, iż był to sam początek porodu i teoretycznie nic złego nie mogło się wydarzyć ja z olbrzymią niecierpliwością czekałam na jej powrót. Gdy tylko wróciła powiedziałam jej o swoim lęku i od tamtej pory pani Małgosia (bo tak miała na imię) nie opuszczała mnie już na krok. Oprócz tego położna pomagała mi znieść trudy pierwszej fazy porodu i niemożności otrzymania znieczulenia, wskazywała różne pozycję, które mogły by mi przynieść ulgę, zagadywała mnie i mojego równie zestresowanego męża i ogólnie czuwała cały czas nad tętnem i przemieszczaniem się w odpowiednim kierunku naszej córeczki.

Podsumowując ja osobiście każdej rodzącej poleciłabym opiekę położnej (szczególnie tak troskliwej jak moja) i przy drugim porodzie nie wyobrażam sobie by mógł mi towarzyszyć ktoś inny 😉 A jak najlepiej wybrać położną napiszę w oddzielnym wątku…

Tagi
Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz