Sesja i jej efekty

Jakiś czas temu pisałam Wam, że razem z dziewczynkami będę miała sesję zdjęciową, czas na relacje i jej efekty…

Cieszyłam się na tę sesję jak głupi do sera 😉 Wymyśliłam sobie, że to będzie dla mnie miła odskocznia, atrakcja dla Amelki no i fantastyczna pamiątką. Jednak nie było tak łatwo i kolorowo jak to sobie wymarzyłam…

Po pierwsze nie tak łatwo ogarnąć jedno dziecko do zdjęcia, nie mówiąc już o dwójce…

Po drugie koncepcja zdjęcia miała być taka, że siedzimy i we trzy czytamy książeczki, ale jak w nowym i tak ciekawym miejscu utrzymać Amelkę w jednym miejscu?

Po trzecie sesja miała być na kanapie, a Tosia mając niespełna 6 miesięcy jeszcze nie siedziała i ciężko ją było utrzymać w miarę „ładnej” pozycji.

Po czwarte miałam „utrzymać” Amelkę na kanapie, „ładnie” trzymać Tosię i jeszcze wyglądać na zadowoloną i wypoczętą, a ja byłam po długiej podróży i była już godzina 17ta i nie tylko ja, ale i Dziewczynki byłyśmy troszkę zmęczone.

Po piąte Amelkę interesowało akurat wszystko tylko nie książeczki 😉

Po sesji byłam padnięta i pewna, że żadne zdjęcie się nie nada nawet na pamiątkę, ale jednak coś się udało zdziałać 😉 A ja teraz podziwiam każdą reklamę w telewizji/gazecie z udziałem dzieci i ludzi, którzy przy tej reklamie pracowali 😉 Teraz już sama wiem jak to wygląda „od kuchni”.

Uwaga, uwaga oto my 😉

11

222

333

bebiko

A tym czasem pocieszona, że coś się udało 😉 idę dalej się kurować, bo gorączka nie odpuszcza a ja się słaniam po podłodze…

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz