Radość przeogromna i w końcu obiecane Candy

Nie miałam sił pisać Wam całej naszej historii, ale teraz może warto to napisać ku przestrodze, bo było to wiele tygodni stresów, nieprzespanych nocy i rozmyślań, kolejnych badań i wizyt lekarskich…

To zacznijmy od początku. W lipcu na własne „widzimisię” bez wskazań medycznych zrobiłam Tosi usg przezciemiączkowe – mama nadgorliwa ktoś powie – może tak, ale jak można zrobić jakieś nieinwazyjne badanie i zobaczyć co tam w trawie piszczy to ja jestem za. No i na tym badaniu wyszła torbiel w splocie naczyniówkowym. Strach mnie obleciał, więc pytam Panią radiolog, co to? jak to? czy to może być groźne? Ona powiedziała, żeby się nie martwić, że może taka uroda i już. Mi to oczywiście nie dawało spokoju i w tamtym momencie zaczął się mój stres. Żeby mieć jasność udałam się do neurologa, a ten skoncentrował się na osłabionym napięciu, o którym pisałam TU na usg rzucił tylko okiem i powiedział, że faktycznie coś tu jest i można by za czas jakiś powtórzyć badanie – kazał przyjść za 3 miesiące. Wróciliśmy i na usg wyszły 2 torbiele! Jak zapytałam lekarza, gdzie konkretnie znajdują się te torbiele to usłyszałam odpowiedź „w mózgu” :/ no tego to się domyśliłam, bo nie było to usg kolana… Stres narastał, ale lekarz kazał napisać pismo z prośbą o wyjaśnienie do placówki, która robiła poprzednie badanie, żeby napisali, czemu na ich badaniu była jedna torbiel, a teraz są dwie. Żeby się ustosunkowali, czy badanie było wykonane niechlujnie i coś przeoczono czy mamy tu do czynienia z dynamicznym rozwojem schorzenia. Mimo, że byłam prawie pewna odpowiedzi po namowach lekarza pismo napisałam, a stres rósł… Zapytałam lekarza co z tym dalej robimy i on powiedział, żeby przyjść za 6 tygodni i jak nic się nie zmieni to sobie odpuścimy, a jak coś się pojawi/będzie rosło to będzie trzeba myśleć o rezonansie magnetycznym, który u takich maluchów robi się pod narkozą i to często z intubacją! To znów podniosło mój poziom stresu. Wróciliśmy na usg w wyznaczonym czasie, nic się nie zmieniło, a lekarz mówi, że trzeba zrobić KONIECZNIE rezonans i to jak najszybciej, bo w sumie nie wiadomo czy to torbiel i jaki tam płyn w środku siedzi – mało z krzesła na tej wizycie nie spadłam. Zapytałam go gdzie mam się na rezonans zapisać (u niego byłam prywatnie) powiedział mi, żebym zapytała w LuxMedzie, a jak zapytałam co jak tam nie robią „no to już musi sobie Pani szukać gdzieś indziej” padła odpowiedź…zrozumiałam, że mam nie pytać dalej, bo to nic nie da. Jednak wizja narkozy tak mnie wystraszyła, że postanowiłam szukać dalej. Rozpuściłam wici wśród krewnych i znajomych i kilka osób poleciło mi pewnego neurochirurga z CZD, który przyjmował oczywiście prywatnie, wiec ja nie chcąc tracić czasu i nerwów poszłam na wizytę prywatną. Lekarz bardzo miły w końcu rozrysował mi co i jak, powiedział też, że zazwyczaj torbieli splotu się nie operuje, ale… ze względu na to, że pojawiła się druga torbiel i istnieje ryzyko operacji! (HELP!!!!) to mamy się zapisać do poradni neurochirurgicznej przy CZD i do poradni neurologicznej. Mimo mojego stwierdzenia, że dziecko rozwija się prawidłowo, a nawet za szybko 😉 to czy na pewno taka opieka jest konieczna uzyskałam odpowiedź twierdzącą. Wizyta była późnym wieczorem, więc z samego rana dzwonię do CZD i co słyszę, że poradnia od 1 stycznia 2013 NIE FUNKCJONUJE!!!!! A ten lekarz ponoć pracuje w CZD i co nie wiedział?! No nie będę mówiła jakie słowa mi się cisnęły na usta…ale to nie koniec. Jak zapytałam jak można się do kogoś od nich zapisać to się dowiedziałam, że teraz jedyna możliwość to korespondencyjna konsultacja dokumentacji medycznej. Ale nie myślcie sobie, że wysyłacie papiery i już…otóż trzeba mieć skierowanie od lekarza – myślicie sobie nic trudnego – ale jest jeden haczyk, musi to być na ich formularzu, na którym jest adnotacja, że jednostka kierująca na konsultacje poniesie koszt konsultacji czyt. 150zł! i teraz złote berło temu, kto poda mi placówkę NFZ, która pokryje taki koszt??!! Oczywiście ja nie mogę pokryć tego kosztu – MUSI to być placówka NFZ – inaczej konsultacji nie przeprowadzą… No po prostu wtedy to nam z mężem ręce opadły niżej niż podłoga, a szczęki nie mogliśmy pozbierać przez kilka dni. Na szczęście żyjemy w dobie internetu i jak się matka zaweźmie to i góry przeniesie, więc zaczęłam czytać, czytać i wertować. Oczywiście w między czasie naczytałam się takich rzeczy, że już zupełnie po nocy spać nie mogłam i gdyby nie dziewczynki to ryczałabym dniami i nocami, ale koniec końców trafiliśmy do profesora – Kierownika Kliniki Neurochirurgii z CZD. Nie muszę mówić jaki poziom stresu towarzyszył mi przed tą wizytą? Jednak powinna być to jedyna wizyta jaka się odbyła. Pan profesor cierpliwie wytłumaczył nam co to jest ta torbiel, gdzie leży, jak jest zbudowana, a co najważniejsze tak umiejscowiona nie niesie za sobą ŻADNEGO ryzyka dla dziecka. Prawdopodobnie one się już nie wchłoną i taka pozostanie uroda Tosi, ale żeby się zupełnie tym nie przejmować, bo wiele osób ma takie torbiele tylko o tym nie wie, bo kiedyś się takiego usg nie robiło, a często wychodzi to w późniejszych latach jak robi się tomografię lub właśnie rezonans, ale zazwyczaj z zupełnie innych powodów. Pan profesor polecił wykonanie jeszcze za 2 miesiące usg u innego lekarza, niż poprzednio 😉 i zamknięcie tej sprawy raz na zawsze. Po wizycie u tego profesora wyszłam o 100kg lżejsza (mimo, że waga wskazuje ostatnio 53kg, a 5 misięcy temu było jeszcze 63kg…) i w końcu poczułam taki prawdziwy głód :)))) eh…czy nie można było tak od razu?! Oprócz, czasu, nerwów poszło na to wszystko na prawdę wiele pieniędzy – wizyta u neurologa – 150zł, 2 usg po 170zł każde, wizyta u neurochirurga – 120zł, wizyta u profesora uwaga…270zł! A te prawie 900zł można było wydać na prawdę duuuuużo milej… No ale dla mnie grunt to to, że dzisiaj w końcu przespałam noc i to tak mocno, że nawet nie słyszałam jak się Tosia na jedzenie obudziła 😉 Dobrze, że tata był w domu bo inaczej chyba Amelka musiała by dać jej mleko 😉

A teraz dla tych co dotrwali do końca mojej historii nagroda – obiecane CANDY 🙂 Candy z okazji 200 000 odwiedzin, za które BARDZO dziękuje to dodaje skrzydeł i napędza do dalszego pisania! Kolejna okazja to moje urodziny, które minęły bez echa ze względu na sytuację zdrowotną Tosi, ale dziękuję za kilka życzeń, które pojawiły się w komentarzach :* No i trzecią okazją jest moja wielka radość, więc w związku z tym szalejemy i nagrody będą aż 3 :)))))

Nagrodą nr 1 – za 200 000 odwiedzin – będzie paka 100 sztuk próbek i mini produktów 🙂 firm takich jak Caudalie, Klorane, Nivelazione, Ziaja, Sanflore, Colgate, Avene, Siquens, SVR i inne.

Nagroda nr 2 – z okazji moich urodzin – coś dla ciała, coś dla ducha i coś dla Malucha (jednak co to będzie to pozostanie niespodzianką)

Nagroda nr 3 – z powodu mojej wielkiej radości, że z Tosią wszystko w porządku – zestaw słodyczy 😀

Zasady jak zwykle te same:

Organizatorem i Sponsorem konkursu jestem ja :)

Konkurs trwa do 6.02.2013 do 23:59

Ogłoszenie wyników nastąpi do 13 lutego, czyli jest okazja na prezent Walentynkowy 😉

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1) Pozostawić pod tym wpisem komentarz z wyrażeniem chęci wzięcia udziału w konkursie i napisanie, o którą nagrodę chcecie walczyć 🙂

2) Kto jeszcze tego nie zrobił powinien polubić na FB Mamozmagania (http://www.facebook.com/MamoZmagania)

(Jeżeli lubicie na FB pod innym nickiem niż piszecie komentarz proszę o informację w komentarzu)

Do sprawdzenia tego punktu powołam specjalną komisję 😛

3) Umieścić baner do Candy na swoim blogu (osoby nie posiadające bloga powinny go udostępnić na FB)

Candy_200000

4) Będzie mi bardzo miło jak dodacie blog do obserwowanych.

To chyba tyle – mam nadzieję, że chętnych do nagród będzie wiele, bo każdy komentarz pozostawiony na blogu to ślad Waszej obecności, który mnie uskrzydla, a latanie to jedno z moich marzeń, więc liczę na Was!

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz