Przedwczesne odejście wód płodowych (PROM)

Wiadomo, że każda ciąża i każdy poród jest inny, ale szczególnie w sytuacji gdy przedwczesny poród nas zaskakuje warto wiedzieć czego się spodziewać. Mam nadzieję, że moje doświadczenia z przedwczesnym porodem komuś pomogą oswoić się z sytuacją, albo chociaż poukładać sobie swoje przeżycia po tak traumatycznym wydarzeniu.

Jak pisałam we wcześniejszym poście u mnie wszystko zaczęło się od przedwczesnego (w 27tc) odejścia wód płodowych. Nie wiem jak Wy, ale ja retrospektywnie patrząc mogłam mieć sączenie wód od kilku dni przed odejściem wód, ale interpretowałam to jako nietrzymanie moczu – częstą dolegliwość kobiet w ciąży, a przy trzeciej ciąży to już bardzo często. A że miałam umówioną wizytę u ginekologa za 3 dni to postanowiłam poczekać. Tym bardzij, że wszędzie piszą, iż nietrzymanie moczu odróżnić można od sączenia sę płynu wtedy, gdy płyn wycieka rónież w pozycji leżącej. Nic bardziej mylnego, ja na początku wyciekanie czułam tylko gdy wstawałam, albo zakasłałam. Jednak gdy 6 stycznia przy szybszym wstaniu z łóżka poczułam, że coś tu jest zdecydowanie nie tak zaczęłam w panice zastanawiać się jak sprawdzić czy to co ze mnie wylatuje to aby na pewno tylko nietrzymanie moczu? Odkurzyłam szybko zasoby swojej pamięci i coś mi świtało, że w przypadku wód płodowych specjalne wkładki zabarwiają się na niebiesko ze względu na różnicę ph między moczem, a wodami płodowymi. Ale co zrobić jak nie mamy tych specjalnych wkładek? tu pomocny okazał się dr Google – wystarczy zwykły papierek lakmusowy, który w przypadku wód płodowych też zabarwia się na niebiesko. Miałam na szczęście papierki lakumusowe w domu, ponieważ kiedyś zakupiłam Alkala T proszek (tam dzięki Bogu one były) . Teraz gdy któraś z moich koleżanek zajdzie w ciąże od razu polecę jej zakupienie papierków lakmusowych, żeby w razie wątpliwości sprawdzać co się z nich wydobywa 😉

Gdy przyłożyłam papierek i zobaczyłam jak zmienia kolor na niebieski czułam tylko jak równocześnie z nerwów odpływa mi krew z mózgu. Pobiegłam szybko do męża informując, ze natychmiast ma mnie zawieźć do szpitala. W panice spakowałam kilka rzeczy do torby, zostawiłam dzieci z teściami i wsiedliśmy do samochodu. Nie pamiętam drogi do szpitala, pamiętam tylko swoją panikę o Zosię w brzuchu i lęk przed tym co mnie czeka i się zaraz wydarzy.

Po dostarciu do szpitala lekarz zrobił mi usg – stwierdził, że wód jest faktycznie mało i od razu skierował mnie na oddział – patologię ciąży. Na oddziale zbadała mnie inna lekarka i pobrała jakieś wymazy. Po kilku minutach wróciłą do mnie z ktg i mówi, że test wyszedł pozytywny. Ja ją pytam jaki test?! a ona na to, że potwierdzający, że to wody płodowe. Z drżeniem serca zapytałam ją co dalej, a ona na to, że będę tu leżeć aż do porodu… popatrzyłam na męża i pociekły mi łzy…ja mam do porodu jeszcze 13 tygodni! mam tu leżeć 13tygodni??!! na co lekarka ze stoickim spokojem powiedziała mi, że tyle to na pewno nie potrwa i że prawdopodobnie urodzę w przeciągu 48h. W tym momencie świat mi się zawalił – przecież ja nie mogę teraz urodzić – jestem dopiero w 27 tygodniu ciąży!!! co będzie z Zosią jak się teraz urodzi!

Według statystyk przedstawionych przez lekarzy 50% kobiet rodzi w ciągu 48h od odejścia wód, kolejne 25% w przeciągu tygodnia, a kolejne 25% jest w stanie doczekać jeszcze do 4 tygodni.” Pozostało mi leżeć, i tak sobie wszystko poukładać, aby nie zwariować i cieszyć się każdym dniem, bo każdy dzień w brzuchu był dla Zosi na plus. Nie obyło się bez komplikacji, gdyż okazało się, że mam jakąś infekcję (ale skąd i jak?) jak maksymalnie co 2 tygodnie byłam albo w szpitalu, albo u lekarza, bo ta ciąża od 12tc była „pod górkę”? Przez 7 dni dawali mi dożylnie antybiotyk by stwierdzić, że moja bakteria jest oporna na ten antybiotyk, a właściwego nie mają w szpitalu, więc podali jeszcze inny na który jak to określił lekarz „jest trochę oporna”… na moją prośbę by wypisali mi receptę a ja sama kupię właściwy antybiotyk usłyszałam, że dopóki jestem na oddziale oni mi recepty wypisać nie mogą i nie mogę sobie sama kupić … tę kwestię formalną pozostawię bez komentarza. Podczas podawania antybiotyku dostawałam też scopolan i nospe. Jednak gdy po 2 tygodniach zakończyła się antybiotykoterapia odstawili mi wszystkie leki i kazali czekać na rozpoczęcie akcji porodowej. Dodatkowo okazało się, że mam cukrzycę ciążową (ale o tym może w innej notce), pojawiały się też krwotoki…a wody płodowe? produkowały się i wylewały, produkowały i wylewały i tak mijały mi kolejne dni. Wstawałam tylko do toalety, i raz na 2-3dni pod prysznic. Nie było lekko, ale teraz już sama wiem, że matka dla swojego dziecka jest w stanie nieść wszystko. Mimo, iż mój plan minimum brzmiał – byle do 32 tygodnia ciąży – pierwszego dnia 31 tygodnia Zosia postanowiła wyjść na drugą stronę brzucha… ale o samym porodzie napiszę Wam w kolejnym wpisie, bo mimo iż był to mój trzeci poród siłami natury, uważam, że był najtrudniejszy. Jak przebiegał i co mnie zaskoczyło opiszę w kolejnym wpisie.

Jednak na zakończeni chciałam Wam napisać o poczuciu winy z powodu przedwczesnego porodu. Domyślam się, że dla kogoś kto tego nie przeżył wyda się to może głupie lub irracjonalne, ale ja na prawdę bardzo długo żyłam z poczuciem winy, że to wszystko moja wina, że coś zrobiłam nie tak. Jednak po pierwszych chwilach rozpaczy postanowiłam mimo wszystko zrobić co się da być jak najbardziej pomóc Zosi i całą energię skierowałam na to by mieć laktację, by Zosia mogłą być karmiona moim pokarmem, bo to w tym momencie był dla niej najważniejsze. Tylko w moim mleku były przeciwciała i bakterie mogące pomóc skolonizować jej niedojrzały układ pokarmowy. To przesunięcie energii z poczucia winy na działanie, bardzo pomogły mi zorganizować się w nowej rzeczywistości. Poczucie winy plus burza hormonów to mieszanka wybuchowa, jednak trzeba być świadomym tego, że często porody przedwczesne dzieją się mimo starannego dbania i kontrolowania ciąży i nie można dać sobie wmówić, że to nasza wina. Jak widzicie tematów do opisania mam jeszcze wiele, więc zapraszam do regularnego odwiedzania bloga 🙂

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz