Pierwsze KTG za nami

Ze względu na majówkę nie było czasu (ani technologicznych możliwości) by dokonać nowych wpisów. Obiecywałam sobie, że jak tylko wrócimy do Warszawy nadrobię zaległości. Jednak niespodziewane okoliczności sprawiły, iż napisać mogę dopiero dzisiaj.

Od kilku dni bolał mnie brzuch. Myślałam sobie, że to nic dziwnego w końcu do terminu porodu zostały mi 3 tygodnie!!! (teraz gdy to piszę obleciał mnie trochę strach 😉 )

Starałam się w miarę możliwości odpoczywać, ale ból nie ustępował, brzuch twardniał coraz częściej – zaczęłam się zastanawiać czy coś się złego nie dzieje. Jednak gdy kąpiel w ciepłej wodzie nie przynosiła ulgi i zaczęłam odczuwać skurcze podjęłam decyzję, że lepiej jechać do szpitala i sprawdzić co się dzieje.

Tak oto spędziłam „upojne godziny” w szpitalu. Tosia została po raz pierwszy podłączona do KTG i dokładnie tak jak jej siostra w momencie badania leżała potulna jak Trusia – nie wydając z siebie żadnego ruchu. Przez to zamiast 20 minut, spędziłam podłączona do KTG minut 40. Potem badanie lekarskie i…

okazało się, że wszystko jest już w najwyższej gotowości do porodu. Lekarz powiedział mi, że jak obiecam, iż będę prowadziła oszczędny tryb życia nie zostawi mnie w szpitalu. Cóż mogłam zrobić – licząc na wyrozumiałość Amelki – obiecałam, że będę się oszczędzać i po odebraniu recepty na leki rozkurczowe udałam się do domu.

Mam nadzieję, że bóle brzucha ustaną i Tosia posiedzi w brzuchu jeszcze chociaż tydzień, a potem zobaczymy 😉

Trzymajcie za nas kciuk, bo chyba pomału dociera do mnie, że poród zbliża się wielkimi krokami.

dziecko_w_brzuchu_p

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz