Opóźniona reaktywacja – wytłumaczenie

Kochani, przez ostatnie miesiące moje życie to pasmo niepodziewanych wydarzeń – mniej lub bardziej pozytywnych. Poniżej krótka relacja, która mam nadzieje pozwoli Wam spojrzeć przychylnym okiem na to opóźnienie…

Otóż niespodziewanie – a właściwie niespodziewanie szybko – pojawiła się w naszym życiu Zosia. A dokładnie pojawiła się w moim brzuchu 🙂

Strasznie cieszyłam się z faktu, iż znowu będę mogła nacieszyć się ciążą i karmieniem piersią. Jednak jak szybko dowiedziałam się o ciąży tak samo szybko zaczęłam się o nią bać. Od 12 tygodnia ciąży pojawiały się różne – większe, bądź mniejsze komplikacje od plamień, krwotoków, cukrzycy ciążowej po sączenie się wód płodowych w 27 tygodniu ciąży (sic!). Lekarze nie mówili tego wprost, ale czułam, że nie dają nam za wielu szans. Jednak ja wiedziałam, że z Zosią (jak widać od początku samosią) łatwo się nie poddamy, a że jesteśmy silne babki to walczyłyśmy. I tak po pierwszym krwotoku spędziłam 2 tygodnie w szpitalu by po miesiącu wrócić tam znowu z sączącymi się wodami… lekarze powiedzieli mi, że 50% kobiet rodzi w ciągu 48h od odejścia wód, kolejne 25% w przeciągu tygodnia, a kolejne 25% jest w stanie doczekać jeszcze do 4 tygodni. Wiedziałam, że ja muszę być w tych 25% co wytrzymają 4 tygodnie. Na domiar złego dzień przed odejściem wód dowiedziałam się, że mam cukrzycę ciążową – w szpitalu okazało się, że na tyle poważną, że musiałam robić sobie zastrzyki z insuliny…

Dodatkowo sytuację utrudniał fakt, że tymczasowo przeprowadziliśmy się z Warszawy w okolice Białegostoku i tak znalazłam się w obcym mieście, z daleka od rodziny i przyjaciół. Wiedziałam, że teraz jedynie pozytywne myślenie i siła walki może nas uratować, bo lekarze nie podawali mi żadnych leków i tylko czekali kiedy nastąpi poród. Udało nam się wytrwać i tak w 30tc na świecie pojawiła się Zosia. Mierzyła 43cm i ważyła 1400g. Mimo, że był to mój trzeci poród to był on najtrudniejszy. Na szczęście Zosia dostała w kolejnych minutach 5, 7 i 8pkt, ale została przeniesiona na oddział intensywnej terapii noworodka. Nie muszę mówić jak ciężkim przeżyciem dla matki jest to, że po porodzie nie może poczuć swojego malucha na brzuchu i od razu przystawić je do piersi. Do tego ten lęk i wielka niewiadoma co się dzieje z moją córką…

I tak od 6 tygodni kursuję codziennie do Białegostoku wożąc dla Zosi odciągnięte mleko oraz niezliczone pokłady miłości by chociaż przez te kilka godzin czuła jak jest kochana.

Jak widzicie po krótkim opisie działo i dzieje się u nas wiele. Długo wstydziłąm przyznać się do tego, że urodziłam wcześniaka. Ze względu na to jak mi samej ciężko było znaleźć różne informację na temat tak oddmiennej sytuacji jakim jest urodzenie i opieka nad wcześniakiem tym bardziej staram się zmobilizować bo być może moje wpisy pomogą chociaż jednej osobie. Może, któaś z mam donoszonych dzieci również zmaga się z podobnymi wątpliwościami i problemami. Mam nadzieję, że nie nadużyłam Waszej cierpliwości i znajdą się jeszcze czytelnicy, którzy powrócą, albo zawitają na blogu na nowo.

Ściskam ciepło i do napisania 🙂

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz