Nieszczęścia chodzą parami

Amelka jeszcze na dobre nie wyzdrowiała, a już Tosia mi gorączkuje 🙁

Nie wiem już sama, czy to wirus Amelki, ból brzucha, zęby, a może jeszcze coś innego?

Dziś oczywiście niedziela w nowym mieście mogę szukać wiatru w polu, albo jechać do szpitala, gdzie osłabione dziecko załapie jeszcze coś gorszego.

Na razie walczę sama, prawie cały dzień z Tosią i Amelką na ręku, bo obie chore wymagają utulenia. Tosia z dziecka bezobsługowego stała się rozpłakanym dzieckiem nieodkładalnym. Widzę ewidentnie, że brzuszek jej dokucz, tym bardziej, że od jakiegoś miesiąca robi mi kupy co 10-11 dni!!! niby u dzieci karmionych tylko piersią to nic nienormalnego, ale widzę, że jej to przeszkadza. To że karmiłam ja nadprogramowo piersią widzę, że chyba nie do końca uchroniło ją przed wirusem, bo dzisiaj w nocy ona gorączkowała. Tym sposobem prawie nie śpię od piątku :/

teraz Tosia zasnęła i mam nadzieję, że zaraz Amelcia pójdzie spać, a ja razem z nimi…

Nadal proszę o dużo pozytywnej energii, bo mam kryzys – wielki kryzys, ale to temat na dłuższy wpis…Sił mi braknie, ale nie mam wyjścia muszę się podnieść i walczyć…

Nie ma jeszcze komentarzy

Pozostaw komentarz