Macierzyństwo

Siła sióstr

Zawsze chciałam mieć siostrę i to najlepiej starszą (miałam brata).

Zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci (chłopca i dziewczynkę)

Ale jak wyobrażałam sobie siebie jako mamę dwójki dzieci to jakoś mimowolnie myślałam o dwóch córkach (może to to niespełnione marzenie o siostrze :P)

Życie to jakiś Matrix

Nie wiem czy macie tak samo, ale odkąd jestem mamą (a nie mówiąc już o tym, że mamą dwójki dzieci) mam wrażenie, że życie to jakiś Matrix. Przez ostatnie kilka dni nie pisałam nic na blogu, bo żyję zawieszona w jakiejś dziwnej czasoprzestrzeni…

Wyprawka – co kupiłam niepotrzebnie.

Przygotowanie na przyjście dziecka – co kupiłam niepotrzebnie
Ten wątek wydaje mi się niezmiernie ciekawy i mam nadzieję, że będzie on uzupełniany również przez odwiedzających tego bloga, bo każdy z nas ma inne doświadczenia. Będąc w ciąży najczęściej pytałam inne mamy o dwie rzeczy – najlepsza rada jaką dostała, oraz co kupiła niepotrzebnie. Niestety zazwyczaj słyszałam, że najlepsza rada to nie słuchać żadnych rad, no i miałam wrażenie, że wszystkie mamy wszelkie swoje zakupy miały bardzo celne. Ja jednak poczyniłam do tej pory kilka niepotrzebnych, albo za wczesnych zakupów i w tym wątku chciałabym się swoimi błędami podzielić.
1. Kupno pościeli – wiadomo, iż kompletując wyprawkę, a w tym łóżeczko oczywistym wydaje się, żeby kupić pościel i to zarówno kołdrę i poduszkę jak i powłoczki do nich. Jak wielkim zdziwieniem dla mnie było i jest to, iż z całej gamy pościeli moja córka do tej pory korzysta tylko z prześcieradła! Dopiero po porodzie (mimo, iż łóżeczko czekało pościelone wielką kołdrą z piękną pościelą) zorientowałam się, że dla takiego nowo narodzonego maluszka kołdra (już nie mówiąc o poduszce) jest zbędna. Takie malucha zawija się w becik i już. Z kupnem pościeli (poza prześcieradłem) moim zdaniem można spokojnie poczekać, a kompletując wyprawkę jest wiele innych wydatków.
2. Aspirator do nosa – ponoć urządzenie to znacznie ułatwia czyszczenie nosa małego człowieka. Jednak ze względu na to, iż zazwyczaj staram się wszystko wypróbować na sobie polecam jednak starą, dobrą gruszkę. Gdy sama sobie próbowałam wyczyścić nos aspiratorem, miałam wrażenie, że zaraz wyssam sobie mózg 😉
A z innej beczki – kiedyś jedna z mam powiedziała mi, że laktator jest niepotrzebny, że nie ma co szaleć jak będzie potrzebny to wyślę męża do apteki i kupi. Jakie było moje zdziwienie, gdy kilka dni po porodzie oczywiście wieczorem zaczęły mnie strasznie boleć piersi. Po zajęciach ze szkoły rodzenia domyślałam się, że może to być nawał. Przyznam szczerze, że ledwo doczekałam do rana. Piersi miałam tak obolałe, że nie mogłam się nawet wygodnie położyć. Nie miałam w lodówce kapusty – by robić okłady, więc ratowałam się pieluchą terową moczoną w ciepłej wodzie – przed karmieniem i w zimnej po karmieniu w celu uśmierzenia bólu. Byłam wtedy strasznie zła, że nie kupiłam laktatora – przez to musiałam się męczyć.Później też laktator okazał się być przydatny. W chwilach, gdy córka nie zjadała wszystkiego co się wyprodukowało, gdy musiałam wyjść i wiedziałam, że nie zdążę na karmienie, a potem także przy odstawieniu od piersi. Może faktycznie nie ma co kupować super drogiego, ale nawet najtańszy – awaryjnie się przyda. Niektóre kobiety mówią, że zawsze można odciągnąć pokarm ręcznie – mi się ani razu ta sztuka nie udała…

Właśnie przeglądając swoje działa na wordpress znalazłam szkic artykułu, który z niewiadomych mi przyczyn nie został przeze mnie upubliczniony 😉 W związku z tym nadrabiam zaległości, bo jest nadal aktualny. Zapraszam do lektury i oczywiście do komentowania!

Uczę się być mamą do kwadratu

Kochani, trochę nie pisałam, bo w związku z pojawieniem się Tosi na świecie uczę się spełniać w roli mamy dwójki dzieci. Miałam wiele obaw co do tego jak to będzie, bo Amelka jako noworodek była wiecznie wiszącym przy cycku i nieodkładalnym dzieckiem. Trochę wody w Wiśle musiało upłynąć zanim się do siebie dopasowałyśmy. W związku z tym już na samą myśl drżałam jak to będzie jak pojawi się Tosia, bo przecież teraz nie będę mogła sobie pozwolić na zrośnięcie się z kanapą na jakieś 3 tygodnie…

O mnie

Zuzanna

Cześć, mam na imię Zuzanna 🙂 z wykształcenia i z zamiłowania jestem psychologiem. Z aktualnego doświadczenia jestem pełnoetatową mamą trzech żywiołowych córek. Z racji tego, że każda z nich jest inna, a codzienność dostarcza wielu wrażeń postanowiłam pisać tego bloga. Codzienność dostarcza wielu inspiracji do dzielenia się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Drugą moją pasją jest naturalne wspieranie odporności oraz gotowanie, co codziennie „testuję” na sobie i swojej rodzinie, a ponieważ widzę jakie przynosi efekty z chęcią podam wiedzę dalej 🙂

Popularne wpisy

Sorry. No data so far.

Polub nas na Facebooku

Newsletter

Podaj swój adres email, aby zapisać się do naszego newslettera!