Czas mija nieubłaganie

Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale to już dwa miesiące odkąd Zosia jest po drugiej stronie brzucha.

Zosia, jest Zosią, ponieważ od samego początku o wszystkim decyduje sama. Kiedy pojawić się w naszym życiu, kiedy pozbyć się wód płodowych, kiedy się urodzić oraz sama zadecydowała, żeby niespodziewanie urodzić się w Białymstoku zamiast tak jak jej siostry w Warszawie.

To spowodowało, że jestem zmuszona codziennie dojeżdżać do niej 60km w jedną stronę, a ponieważ Amelka z Tosią chodzą do punktu przedszkolnego czynnego tylko do 14tej (a odwiedziny w szpitalu są od 11tej, a w między czasie trzeba jeszcze odciągnąć mleko) powoduje to, że żyję ciągle na przyspieszonych obrotach, żeby wszędzie zdążyć. A przecież zakupy się same nie zrobią, obiad się sam nie ugotuje, pranie się samo nie wstawi i nie rozwiesi i co gorsze nie wyprasuje, dom się sam nie posprząta, a i dziewczynki chciałyby się z mamą pobawić, do tego dochodzą dojazdy (godzinę jedną stronę i pobyt u Zosi), a ponad to co 3 godziny muszę odciągać mleko dla Zosi. I tak dzień za dniem w szaleńczym tempie w 3 godzinnych odstępach między sesjami z laktatorem mijają mi dni. I mimo, że obiecałam sobie, że będę pisała na blogu minimum raz w tygodniu to się nie wyrabiam. Doba jest stanowczo za krótka. Ale ponieważ wielkimi krokami zbliża się wyznaczony termin porodu (6 kwietnia) mam nadzieję, że już niedługo zabiorę Zosieńkę do domu 🙂

Wspólne chwile spędzone z Zosią tak szybko uciekają i chciałoby się ich jak najwięcej…

A Zosia przez ostatnie 7,5 tygodnia prawie podwoiła wagę urodzeniową 🙂 ważąc początkowo 1400g (przez pierwsze dni jej waga spadła do 1200g) a dziś wazy 2700g, pięknie je z butelki, pomału zaczyna rozumieć o co chodzi w jedzeniu z piersi, więc mam nadzieję, że jesteśmy na najlepszej drodze do przejścia na karmienie piersią i wspólne już nielimitowane chwile w domu. mam nadzieję, że jak już ułożymy sobie rodzinnie wspólny czas działania i nauczymy się żyć na nowo w zwiększonym składzie będę miała więcej czasu na pisanie, bo mam Wam tyle do przekazania, że aż sama nie wiem od czego zacząć.

Podziel się tym ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *